1. Kto oglądał zmartwychwstanie Pana Jezusa? 2. Kto udał się w niedzielę do grobu Pana Jezusa? (Mt 28,1; Mk 16,1; Łk 24,10; J 20,1) 3. O jakiej porze dnia udały się kobiety do grobu Pana Jezusa? (Mt 28,1) 4. Co niosły ze sobą kobiety idące w niedzielę do grobu Pana Jezusa? (Mk 16,1) 5. Kogo spotkały kobiety przy grobie Jezusa? (Mt Grób Jezusa-sobotnie czuwanie. Klasa 4. Dzień dobry Moi Drodzy. Przypomnijmy sobie wydarzenia Wielkiego Piątku, mękę i śmierć Pana. Jezusa na krzyżu. Wielu uczniów, a nawet apostołowie opuścili Jezusa. Były. to bardzo bolesne chwile w Jego życiu. Czasami i w naszym życiu zdarzają się. Wspominając jedynie dla porządku że splot jodełkowy stosowano nie tylko 1000 lat po, ale i przed śmiercią Chrystusa (na co Fullbright podaje przykłady), należy powiedzieć że Gibson odkrył resztki płócien pogrzebowych, lnianego całunu i chusty pogrzebowej z wełny wykorzystanym przy pogrzebie trędowatego. Gdy Żydzi odkrywają, że w grobie nie ma Jezusa, to Józef zostaje oskarżony o Jego ukrycie, następnie uwięziony i głodzony. Zgodnie z tą wersją w więzieniu ukazuje się Józefowi zmartwychwstały Jezus. Zwraca mu kielich, który zabrali mu Żydzi, a następnie Chrystus wydaje polecenie, by odtąd Józef został strażnikiem tego Pogrzeb Jezusa • Józef z Arymatei poprosił Piłata o ciało Pana Jezusa. • Ciało Jezusa zostało owinięte w płótno. • Ciało Jezusa zostało złożone w grobie wykutym w skale. • Grób Jezusa został zamknięty wielkim kamieniem. Józef z Arymatei swoimi zdecydowanymi działaniami chciał zapewnić godny pochówek Jezusowi. Jezus został ukrzyżowany i złożony do grobu w piątek. Więc noc z piątku na sobotę to pierwsza noc jaką Jezus spędził w grobie. Sobotni dzień (słoneczny, nie doba) to pierwszy dzień jaki Jezus spędził w grobie. Dalej idąc tym tokiem mamy noc z soboty na niedzielę - to druga noc. Dzień niedzielny to drugi dzień. . Zniszczył figurkę, a głowę wziął do domu. Teraz odpowie za obrazę uczuć religijnych, była to bowiem głowa gipsowego Jezusa, który wisiał na metalowym krzyżu w miejscowości Pińczyce w powiecie myszkowskim. Adam K. ma 17 lat i z pewnością żałuje tego, co zrobił. Prokuratura stwierdziła, że doszło do obrazy uczuć religijnych. Nastolatek twierdzi, że jego działanie nie było motywowane nienawiścią do wiary. Był... po prostu nietrzeźwy. Samo zdarzenie miało miejsce 21 lipca tego roku. Funkcjonariusze Komisariatu Policji w Koziegłowach otrzymali zgłoszenie dotyczące zniszczenia figury Chrystusa na Krzyżu w miejscowości Pińczyce. Policjanci stwierdzili, że sprawca odkręcił figurę od metalowego krzyża i rozbił ją, a następnie odłamki wyrzucił na pobliskie pola. Zniszczona figura należy do parafii pod wezwaniem Św. Michała Archanioła w Pińczycach, a wartość spowodowanych strat oszacowano na tysiąc złotych. - Na skutek podjętych czynności śledczych uzyskano informację, że sprawcą przestępstwa może być 17-letni mieszkaniec Pińczyc Adam K. W związku z tym przeprowadzono przeszukanie jego pomieszczeń mieszkalnych, w trakcie którego znaleziono gipsową głowę figury Chrystusa - podaje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek. Nad głową Adama K. zbierają się czarne chmury. Uczeń jednej ze szkół w Zawierciu usłyszał zarzut obrazu uczyć religijnych poprzez publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej, polegające na jego zniszczeniu. Przyznał się do winy. Jak przyznał śledczym, feralnego wieczoru wracał z imprezy w towarzystwie kuzyna. Zapewnił, że do zniszczenia figury Jezusa doszło pod wpływem alkoholu, a nie z powodu nienawiści do religii. Czytaj także: Bielsko-Biała. Powiesił stolec na bramie cmentarza! Zaskakująca decyzja prokuratury Adam nie był do tej pory karany, ale wkrótce raczej się to zmieni. Alkoholowy wyskok będzie go słono kosztował. Przestępstwo obrazy uczuć religijnych jest zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności albo karą pozbawienia wolności do 2 lat. Przestępstwo zniszczenia mienia jest zagrożone karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Myszkowie. Zobacz koniecznie: Aneta zadźgała męża, gdy po pijaku wszedł do pokoju córki. Jest wyrok w sprawie masakry w Lipiach Grób Izy z Pszczyny tonie w zniczach Wewnątrz Kaplicy Grobu Świętego w Jerozolimie otwarto marmurową płytę, pod którą znajdował się kamienny blok powszechnie uznawany za grobowiec Jezusa. Opublikowane przez przeprowadzających badania uczonych pod kierunkiem prof. Moropoulou z National Technical University w Atenach potwierdzają przypuszczenia. Tuż poniżej płyty odkryto fundamentalny fragment tego miejsca: zwykłą kamienną ławkę wykopaną w skale, która jest bezpośrednio połączona z pionową ścianą, również wykopanej w skale za nią. Co więcej, wykazano, że ​​ścianka południowa tego pomieszczenia odpowiada drugiej pionowej ścianie, również wykonanej ze zwykłej skały o wysokości około dwóch metrów. >> Zobacz, co kryje wnętrze grobu Jezusa [WIDEO] Podsumowując, edykuła Kaplicy Grobu Świętego zawiera miejsce składające się z dwóch kamiennych murów oraz skarpy - wszystkie wykopane w skale. Opisane elementy archeologiczne zgadzają się z dokumentacją danych Ewangelii u Mateusza 27, Marka 15-16, Łukasza 24 i Jana 19-20. Dlatego naukowcy, którzy przeprowadzili badania potwierdzają, że miejsce jest grobowcem Jezusa opisanym w Piśmie Świętym. Jak wspomniano w Ewangeliach, kiedy Jezus został pochowany, w piątek, tuż przed zachodem słońca, umieszczono jego ciało na kamiennej ławce. Powodem tej decyzji był fakt, że Jezus zmarł po doświadczeniu ogromnej przemocy fizycznej, a jego ciało było w przykrym stanie i potrzebowało odpowiedniego przygotowania, czego nie można było zapewnić w tamtej chwili. Jezus więc musiał zostać pogrzebany w pośpiechu, a jego ciało zostało na kamiennej ławce, przykryte całunem. Kaplica Grobu Pańskiego wznosi się nad miejscem, które już w czasach budowy Bazyliki Grobu Pańskiego na początku IV wieku czczono jako miejsce, gdzie spoczywało ciało Jezusa Chrystusa od złożenia do grobu do zmartwychwstania. Pierwszą świątynię w tym miejscu wzniesiono w czasach cesarza Konstantyna w 335 roku. Po zniszczeniach w VII, XI i XIX wieku zawsze odbudowywano i uzupełniano to miejsce i w efekcie powstała mieszanina małych kościółków, kaplic i przybudówek. Największe zniszczenia spowodował pożar w 1808 roku. Cała budowla rozpościera się na powierzchni o wymiarach ok. 100 na 120 metrów. Aby uchronić ją przed zawaleniem, w 1947 r. opasano ją tymczasowo stalowym rusztowaniem, które przetrwało 70 lat. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Ewangeliści zgodnie przekazują, że ciało Jezusa znajdowało się w grobie nie dłużej niż od piątkowego wieczoru do niedzielnego świtu, a więc około 30-35 godzin. Następnie w tajemniczych okolicznościach zniknęło. Czy jednak owego wielkanocnego poranka grób Chrystusa był rzeczywiście pusty? Biblijne przekazy dotyczące zmartwychwstania w pierwszym rzędzie skupiają się na fakcie odkrycia pustego grobu, a dopiero w dalszej perspektywie opisują spotkania uczniów ze zmartwychwstałym Panem. Na szczególną uwagę zasługuje relacja św. Jana, który jako jedyny spośród ewangelistów był naocznym świadkiem opisywanych wydarzeń Wielkiego Tygodnia. Umiłowany uczeń Jezusa przekazuje interesujące szczegóły dotyczące tego, co ukazało się jego oczom po wejściu do najsłynniejszego grobu świata. Otóż Piotr i Jan, otrzymawszy od Marii Magdaleny wiadomość o zniknięciu ciała Pana, pobiegli na miejsce, aby to sprawdzić (zob. J 20,1-4). Jan, który dotarł jako pierwszy, zajrzał do środka i zobaczył leżące płótna, a gdy dołączył do niego Piotr, wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu (J 20,6-7). Znamienne, że ewangelista Jan, zazwyczaj zwięzły i rzeczowy, ze szczegółami opisuje to, co znajdowało się w grobie. Dlaczego było to dla niego tak ważne? Spróbujmy rozważyć tę kwestię w dwóch etapach: zobaczmy najpierw, czym były owe płótna znalezione w grobie, a następnie zastanówmy się, co mogło być w nich tak niezwykłego, że bezpośrednio po ich scharakteryzowaniu Jan wspomina: Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył (J 20,8). Rodzaje płócien grobowych Chrystusa Pierwszy problem, na jaki napotykamy w opisie płócien grobowych Jezusa, polega na właściwym odczytaniu użytych przez ewangelistów greckich terminów. Jan wzmiankuje o dwóch rodzajach tkanin, znalezionych w grobie: o „leżących płótnach” oraz o „zwiniętej chuście”. Pierwszy termin, tłumaczony jako „płótna”, w greckim oryginale jest liczbą mnogą słowa othónion, i może oznaczać: płótna, bandaże, opaski, płaty prześcieradła lub całuny. Słowo to, będące zdrobnieniem, wskazuje raczej na mniejsze kawałki materiału. Natomiast pozostali ewangeliści używają w tym kontekście innego greckiego terminu (sindṓn), który tłumaczy się jako: lniane płótno, tunika lub prześcieradło. Dodajmy przy tym, że czasowniki użyte przez synoptyków wskazują, że Jezus miał być w to płótno „owinięty”, podczas gdy Jan mówi raczej o „powiązaniu” ciała Jezusa wspomnianymi materiałami. Te drobne różnice można wyjaśnić, zestawiając ze sobą dwa opisy: ciało Jezusa mogło być najpierw owinięte w duże lniane płótno typu prześcieradła, o czym wzmiankują ewangelie synoptyczne, po czym zostać powiązane czymś w rodzaju opasek lub bandaży, jak z kolei sugeruje Ewangelia Janowa. Pasowałoby to do opisu wskrzeszenia Łazarza, który wyszedł z grobu, mając nogi i ręce powiązane opaskami (J 11,44). Niemniej na określenie tych opasek użyte jest inne greckie słowo: nie othónia, ale keiríai, czyli bandaże lub tasiemki. Ostatecznie nie możemy mieć pewności, jak dokładnie wyglądała tkanina, w którą owinięto ciało Jezusa. Możliwe, iż oba terminy – zarówno Janowe othónion, jak i synoptyczne sindṓn – odnoszą się do tego samego materiału, użytego w czasie Pańskiego pogrzebu. Drugim rodzajem płótna grobowego według Jana jest tzw. „chusta”. Słowo to, które po grecku brzmi soudárion, oznacza dosłownie tkaninę do otarcia potu, a więc coś na wzór naszej płóciennej chusteczki. Jednak w kontekście pogrzebowym termin ten odnosi się do zasłony lub welonu, który zgodnie ze starożytnym żydowskim sposobem grzebania kładziono na twarz zmarłego. Podobne płótno miał na głowie wskrzeszony Łazarz, którego twarz po wyjściu z grobu była zawinięta chustą (J 11,44). Co ciekawe, zwyczaj umieszczania chusty na obliczu zmarłego jest do dzisiaj praktykowany podczas papieskich ceremonii żałobnych, jak to miało miejsce także w czasie pogrzebu św. Jana Pawła II. Ewangelista Jan nie wspomina jednak nic o tej chuście, kiedy opisuje pogrzeb Jezusa, wzmiankując jedynie o obecności „płócien” (othónia): Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania (J 19,40). Chusta pojawia się dopiero przy opisie pustego grobu. To oczywiście nie wyklucza jej użycia także wcześniej, chociaż bezpośrednio się tego nie stwierdza. Szczególne ułożenie tkanin Wróćmy do zasadniczego pytania: co wyjątkowego Jan zastał w grobie, skoro natychmiast uwierzył w zmartwychwstanie Pana? Nie wydaje się, aby chodziło o sam fakt nieobecności ciała, bo już Maria Magdalena to stwierdziła, podejrzewając kradzież. Być może więc szło o obecność tam tkanin, które wskazywałyby na cudowne opuszczenie grobu przez Jezusa? Pamiętajmy, że Łazarz po wskrzeszeniu wyszedł z pieczary powiązany opaskami i z chustą na głowie, z których trzeba go było uwolnić (zob. J 11,44). Ewentualni złodzieje też raczej nie trudziliby się odplątywaniem tkanin, lecz w pośpiechu wykradliby zawinięte ciało. Ale i to nie stanowi wystarczająco pewnego dowodu. Wydaje się zatem, że umiłowanego ucznia o zmartwychwstaniu Chrystusa ostatecznie przekonało wyjątkowe i niepowtarzalne ułożenie grobowych płócien, szczegółowo opisane przez ewangelistę. Czym się charakteryzowało? Janowa relacja o rozmieszczeniu zastanych w grobie materiałów jest jeszcze bardziej zawiła niż samo określenie rodzaju tkanin. Ewangelista podaje, że pierwsze z nich – czyli płótna – były „leżące”. Użyte tutaj greckie słowo keímena tłumaczymy jako „rozłożone”, „leżące” lub „rozpostarte”, ale może ono także wskazywać po prostu na fakt „znajdowania się” tam płócien, bez szczególnego określania miejsca ich złożenia. Znaczyłoby to, że płótna znajdowały się właśnie tam, gdzie je wcześniej położono. Natomiast w odniesieniu do drugiej tkaniny – czyli chusty – Jan stwierdza, że nie znajdowała się razem z resztą płócien, ale oddzielnie zwinięta na jednym miejscu (J 20,7). Jest to najbardziej niejasne wyrażenie w całym opisie. Grecki zwrot allà chorìs entetyligménon eis héna tópon, które dosłownie oznacza „ale osobno zawinięta w jednym miejscu”, wprowadza zasadniczy kontrast między wyglądem i położeniem tej chusty, a resztą płócien grobowych. Musiało w niej być coś innego i wyjątkowego: nie wyglądała na rozłożoną, jak pozostałe tkaniny, lecz dosłownie – jak sugeruje użyty tutaj termin entetyligménon – była „zawinięta”, „okręcona” lub „owita”. Kolejną zagadkę stanowi jej umiejscowienie: wyrażenie eis héna tópon – dosł. „na jednym miejscu” – nie jest po grecku jednoznaczne i można je oddać na co najmniej dwa sposoby: albo jako zwrot typu „w osobnym miejscu”, „w innym miejscu”, albo też jako określenie „w tym samym jednym miejscu”, „dokładnie na swoim miejscu”, czy „w identycznej pozycji”. Ten drugi sposób przekładu, jaki dopuszcza grecki tekst, rzuca nowe światło na to, co mogli dostrzec w grobie Piotr i Jan. Jeżeli chusta, w przeciwieństwie do reszty płócien, znajdowała się „w swojej identycznej pozycji”, znaczyłoby to, że zachowała ten sam wypukły kształt, jaki miała, kiedy przykrywała jeszcze głowę Zmarłego. Inne tkaniny natomiast były „rozciągnięte”, to znaczy naturalnie płaskie, jako że pod nimi nie było już ciała. Możemy zatem przetłumaczyć nasze problematyczne zdanie (J 20,7) w następujący sposób: Piotr wszedł do wnętrza grobu i ujrzał rozpostarte [spłaszczone] płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, nie rozpostartą [płasko] razem z płótnami, ale przeciwnie: owiniętą w swojej jedynej pozycji [czyli w takiej, jaką miała na początku]. Taki przekład wydaje się o wiele bardziej sugestywny i lepiej tłumaczy reakcję ucznia, który na widok tak niezwykle ułożonych tkanin, uwierzył. Co z relikwiami? Możemy podjąć dodatkową próbę wyjaśnienia owego zagadkowego wersetu w oparciu o znaczenia wiązane z relikwiami czczonymi dzisiaj jako płótna grobowe Chrystusa. Nie sposób nie odnieść się najpierw do najbardziej znanego Całunu Turyńskiego. W tę tkaninę, noszącą na sobie tajemniczy wizerunek Ukrzyżowanego, miało być owinięte ciało Jezusa, które złożono do grobu. Przyjmując jej autentyczność, z powodzeniem można utożsamić ją z prześcieradłem (sindṓn), o którym piszą ewangelie synoptyczne. Według niektórych badaczy także Janowe płótna (othónia) to odpowiednik aramejskiej formy liczby podwójnej, którą można przetłumaczyć jako „podwójne płótno”, czyli złożone na dwa. To z kolei zgadzałoby się z wyglądem Całunu Turyńskiego owiniętego wokół ciała Jezusa. Chociaż teksty biblijne nie wspominają nic o ewentualnym wizerunku powstałym na takim materiale, warto zauważyć, że św. Mateusz, pisząc o pogrzebie Jezusa, zaznacza, że ciało zostało owinięte w „czyste płótno” (Mt 27,59). Użyty tu przymiotnik grecki kathará tłumaczy się jako „czysty” lub „niepoplamiony”. Nietrudno sobie wyobrazić, że ewangelista, wiedząc o istnieniu niezwykłego wizerunku na Całunie, chciał podkreślić, że w czasie Jezusowego pogrzebu płótno było czyste, a więc nie posiadało jeszcze żadnego wizerunku. Są to jedynie domysły, które jednak pokazują, iż Biblia nie wyklucza możliwości obecności w Grobie Pańskim Całunu Turyńskiego, chociaż też jednoznacznie tego nie potwierdza. Równie dobrze należałoby zapytać, co stało się z grobową chustą (soudárion), która spoczywała na głowie Jezusa. Spośród kilku rozsianych po świecie relikwii, pretendujących do miana Jezusowego soudárion, na szczególną uwagę zasługują dwie: Chusta z Oviedo w Hiszpanii, zawierająca duże plamy krwi zgodnej z tą z Całunu Turyńskiego, oraz Chusta z Manoppello we Włoszech, posiadająca tajemniczy, niemal fotograficzny wizerunek twarzy Chrystusa, czczony jako Święte Oblicze (Volto Santo). Obie chusty są komplementarne ze sobą oraz z Całunem, to znaczy posiadają takie same szczegóły, proporcje i kształty. Założenie obecności w grobie obu tych chust mogłoby dodatkowo pomóc wyjaśnić zjawisko, które Jan ujrzał, kiedy tam wszedł. Jeśli przyjmiemy, że zanim jeszcze owinięto ciało Jezusa w Całun Turyński, okręcono wokół Jego głowy Chustę z Oviedo w celu zatrzymania wypływu krwi z jamy ustnej, wówczas łatwiej możemy zrozumieć zjawisko „osobnej chusty”, o którym wspomina ewangelista. Otóż zgromadzona na tkaninie z Oviedo krew, zmieszana z wonnościami, których użyto do pogrzebu (zob. J 19,39-40), mogła skutecznie usztywnić materiał, przez co zachował on kształt głowy nawet po zniknięciu, a raczej przeniknięciu przezeń zmartwychwstałego Ciała Jezusa. Reszta Całunu i ewentualnych opasek naturalnie opadła, podczas gdy tkaniny w części głowy pozostały w swojej unikalnej niezmiennej pozycji. Przyjmując dodatkowo, że wierzchnią tkaniną grobową, umieszczoną na Całunie Turyńskim w miejscu twarzy Jezusa, była Chusta z Manoppello, możemy wyobrazić sobie wrażenie, jakie widok oblicza żyjącego Pana mógł wywrzeć na pogrążonym w żałobie umiłowanym uczniu. Słynna chusta „owinięta w jedynej pozycji” wyróżniałaby się nie tylko niepowtarzalnym sposobem ułożenia w kształcie głowy, ale także obecnością wizerunku, pozostawionego tam jako niezaprzeczalny dowód zmartwychwstania Chrystusa. Czy właśnie dlatego Jan, gdy tylko to ujrzał, bez cienia wątpliwości uwierzył? Zostawiając na boku liczne badania naukowe dotyczące tkanin z Turynu i z Manoppello, warto podkreślić, że póki co nie istnieją zadowalające dowody czysto ludzkiego pochodzenia obu relikwii. Istotnie, oba wizerunki uznawane są powszechnie za acheiropoíetoi, czyli „nie ręką ludzką uczynione”. Wracając do perspektywy biblijnej, należy ponownie stwierdzić, że chociaż opisy ewangeliczne nie dowodzą wprost autentyczności wspomnianych relikwii, niemniej jednak jej nie wykluczają. Pewne cechy tych tajemniczych wizerunków zdają się wręcz zaskakująco trafnie tłumaczyć i uzupełniać to, czego sam tekst natchniony bezpośrednio nie wyjaśnia. Jednak o obecności w Grobie Pańskim w ów wielkanocny poranek Chusty z Oviedo, Całunu Turyńskiego czy Chusty z Manoppello prawdopodobnie w sposób ostateczny nigdy się nie dowiemy. Albowiem zmartwychwstanie Chrystusa nie jest rzeczywistością dostrzegalną oczyma ciała, lecz pozostaje tajemnicą naszej wiary. Piotr także był obecny w grobie, ale tylko o Janie napisano, że uwierzył. Może zatem nie chodzi tu o zwykłe ludzkie widzenie, ale o takie, które dokonuje się jedynie w sercu umiłowanego ucznia. Ono dostępne jest przez wiarę także nam. Również dziś zmartwychwstały Pan kieruje do wszystkich swych uczniów paschalne zaproszenie: Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20,29). Paweł Paszko – kapucyn, doktorant Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, specjalizuje się w teologii biblijnej. „Głos Ojca Pio” [110/2/2018], opr. ac/ac Zmartwychwstanie nie jest jedną z wielu teologicznych prawd wiary chrześcijańskiej, lecz jest bezapelacyjną podstawą, wokół której rodził się i rozwijał pierwotny Kościół: „A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” – uczy św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (15,17). Czy jednak można dowieść historyczności zmartwychwstania, czy może chodzi o jedną z prawd wiary, jakie nauka może badać? Wielu krytyków utrzymuje, że wiara w Zmartwychwstałego i Jego przebóstwienie były późniejszym opracowaniem teologicznym, dokonanym przez św. Pawła i wspólnoty z kręgów bliskich kulturze greckiej. Te przekonania mogły mieć wpływ na Sobór Nicejski, który zatwierdził je jako dogmaty dopiero po roku 325. Lecz analiza taka przeczy informacjom z Nowego Testamentu. Na przykład w Liście do Filipian św. Paweł przytacza hymn liturgiczny, w którym się deklaruje, iż „Jezus Chrystus jest Panem” (2,11) – a „Pan” to tytuł wyraźnie boski – i że „istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem” (2,6). List do Filipian został napisany około roku 50, tym niemniej cytowany w rozdziale 2 hymn nie został ułożony przez św. Pawła; znano go i używano w liturgii najstarszych wspólnot chrześcijańskich, zatem jest on jeszcze starszy. Skoro dziesięć czy piętnaście lat po śmierci uznawano Jezusa za równego Bogu, to Jego przebóstwienie nie mogło być ani dziełem soborów z IV wieku, ani helleńskich odłamów wspólnot chrześcijańskich języka greckiego, lecz był to pewnik już utwierdzony wśród pierwszych uczniów o rodowodzie żydowskim. Jeżeli chodzi o sprawę zmartwychwstania, to jest ono obecne w czterech Ewangeliach i w innych pismach Nowego Testamentu, datowanych jednakże na I wiek. Najstarsza tradycja chrześcijańska Ale jak to możliwe, że grupa pobożnych Żydów doszła do ubóstwienia człowieka, naruszając tak bardzo rygorystyczny monoteizm swojej religii? Co znalazło się u podstaw najstarszej tradycji chrześcijańskiej, która twierdzi, że Jezus zmartwychwstał? Co to znaczy, że wiele osób widywało Go po śmierci? Czyżby to były wymysły czysto literackie? A może zjawisko zbiorowych halucynacji? Ukrzyżowanie było szokiem, istną katastrofą dla uczniów Jezusa, którzy porzucili wszytko i poszli za Nim, a także dla rzesz, które widziały w Nim przywódcę ewentualnej antyrzymskiej rewolucji. Widok Jezusa straconego jak najgorszy zbrodniarz musiał być traumą, przekreślającą wszelkie nadzieje: „Myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” – mówią dwaj rozczarowani wędrowcy w drodze do Emaus (Łk 24,21). Mimo to zaraz po tej tragedii uczniowie Jezusa organizują się pod przewodnictwem św. Piotra (ucznia, który się Go zaparł i opuścił), spotykając się w Jerozolimie i głosząc niezwykłe rzeczy. Co dało im tę silę, żeby zaczynać wszystko od nowa? Nikt nigdy nie wyobrażał sobie, że z ukrzyżowania może powstać nowa religia. A przecież śmierć na krzyżu nie jest ostatnim słowem: św. Piotr i towarzysze nie ograniczają się do opłakiwania swego Mistrza, aby zachować żywe i nostalgiczne o Nim wspomnienie, lecz głoszą Go żywego i działającego wśród nich. Jest to jedyny taki fakt w historii, zwłaszcza w okresie, w którym roiło się od przywódców religijnych i politycznych, którzy starali się interpretować, każdy na swój sposób, mesjańskie oczekiwania w Izraelu. Spośród tych wszystkich osób, które ożywiały Palestynę nadzieją w I i II wieku, tylko Jezus Nazarejczyk zapoczątkował żywotną i ekspansywną społeczność, niezmordowanie realizującą swój ewangelizacyjny program. Dlaczego tylko Jemu się to udało? Hipoteza, że kilkunastu wylęknionych i prymitywnych uczniów wymyśliło swoisty spektakl i opracowało wyrafinowaną teologię, sprzeczną z absolutnym monoteizmem wiary, z której się oni wywodzili, jest nie do obrony. Co zatem tak naprawdę się wydarzyło? Jak wytłumaczyć zwrot sytuacji po zmartwychwstaniu? Żaden poważny historyk nie może obiektywnie potwierdzić ani zaprzeczyć, że Jezus naprawdę zmartwychwstał. Mimo to odpowiedź na postawione kwestie nie zwalnia z obowiązku dociekań historyczno‑krytycznych. Innymi słowy, nie chodzi o odsłonięcie tajemnicy Zmartwychwstałego, które pozostaje w granicach wiary, lecz o zrozumienie, w jaki sposób pierwszym chrześcijanom udało się odwrócić na swoją korzyść dramatyczną i kłopotliwą wymowę tragizmu krzyża i to tak dalece, żeby stworzyć tak bardzo żywotny ruch religijny. Samo życie, uczynki i nauczanie Jezusa to jeszcze za mało, żeby wyjaśnić powstanie wspólnoty tak entuzjastycznej, która tak szybko zdołała zdobyć aż taką liczbę prozelitów w Izraelu i w całym środowisku grecko‑rzymskim. Coś konkretnego musiało się wydarzyć po ukrzyżowaniu; coś, co radykalnie zmieniło punkt postrzegania przez uczniów całej życiowej drogi Nazarejczyka. Ale co dokładnie? Wróćmy do badania Ewangelii. Według różnych opowiadań rankiem po szabacie grupka kobiet przybyła do grobu Jezusa z pachnącymi olejkami, aby uzupełnić zwyczaje grzebalne, które trzeba było przedtem odłożyć z uwagi na spoczynek szabatu. Ale ich zamiarom przeszkodził zaskakujący i nieprawdopodobny obrót spraw, ponieważ ciało Jezusa zniknęło, grób zaś był pusty. Opustoszały grób jako taki nie jest jeszcze dowodem zmartwychwstania, jednak stanowi ku temu niezbędną przesłankę. Myśl o bezcielesnym zmartwychwstaniu, może jeszcze jakoś do przyjęcia w mentalności greckiej, dla Żydów przerastała wszelką wyobraźnię. Gdyby Jezus realnie zmartwychwstał, coś takiego musiałoby obejmować również Jego cielesność. Czy ciało Jezusa ktoś wykradł? Czy jednak da się racjonalnie wytłumaczyć, co u grobu zastały kobiety? Najpierw narzuca się myśl, że ciało Pańskie wykradziono albo ulokowano w innym grobowcu. Jest i taka możliwość, że Jezus tak naprawdę wcale nie umarł, lecz po krótkim odpoczynku przyszedł do siebie, aby następnie o własnych siłach opuścić grób. Jak widzieliśmy, wątek pozornej śmierci podtrzymują muzułmanie z islamskiej sekty Ahmadijja, ale też paru współczesnych uczonych, jak np. racjonalistyczny teolog Heinrich Paulus, twardo tkwiący przy przekonaniu, że Jezus nie umarł, a tylko zemdlał. Jednak i tę wersję należy odrzucić, ponieważ – jak już wielokrotnie powtarzaliśmy – śmierć Pańska na krzyżu jest jednym z niepodważalnych historycznych pewników, potwierdzonych również przez źródła niechrześcijańskie. Ponadto jest czymś naprawdę nie do pomyślenia, żeby Rzymianie nie upewnili się na sto procent o śmierci skazańca, zanim wydali jego ciało żałobnikom. Większość nieprzyjaciół chrześcijaństwa w każdym czasie podtrzymywała natomiast hipotezę pierwszą: ciało Jezusa zostało wykradzione przez Jego uczniów właśnie po to, aby mieć niezbity argument przy głoszeniu wiary, że zmartwychwstał. Był to zarzut sfabrykowany przez elity kapłańskie w I wieku, a tę samą „czarną legendę” przejmują od nich teraz współcześni racjonaliści. Na przykład słynny filozof doby oświecenia, Reimarus, utrzymywał, że wobec załamania się wszelkich nadziei po ukrzyżowaniu Mistrza Jego uczniowie woleli urządzić tę inscenizację niż wrócić do swych prostych zawodów i do anonimowości w ówczesnym życiu. Pogłoska o wykradzeniu zwłok występuje zresztą już w Ewangelii Mateuszowej oraz w apokryfie Piotra, które starają się odrzucić tę wersję utrzymując, że rzymscy żołnierze dniem i nocą strzegli grobu. Jednak, zdaniem krytyków, owo nieskuteczne pilnowanie byłoby dowodem dla nich obciążającym. Innymi słowy, pierwsi chrześcijanie, wymyślając historię zbrojnej straży u grobu wykazaliby, że po prostu „konfabulują”. A jeśliby nawet oddział strażników rzeczywiście był tam obecny, to oni mimo wszystko i tak mogliby go przechytrzyć, wykorzystując czy to nieuwagę, czy też sen morzący straż. Krótko mówiąc, jakkolwiek by było naprawdę, to, co mówią Ewangelie, mija się z propagandą na temat kradzieży ciała Jezusowego. Tablica z kolekcji Froehnera – decydująca poszlaka? Ciekawostkę dotyczącą tego sporu stanowi osobliwe odkrycie archeologiczne. W roku 1878 w prywatnej kolekcji opracowywanej przez niemieckiego uczonego Wilhelma Froehnera, pojawiła się marmurowa tablica o wymiarach 60 na 37 cm, z kilkoma wyrytymi słowami po łacinie. Znalezisko pozostawało nieznane szerokim kręgom do czasu, kiedy belgijski historyk i archeolog Franz Cumont nie odczytał inskrypcji, która brzmiała tak: „Absolutnie nie wolno nikomu pozwalać, aby przenosił tych, którzy zostali pogrzebani, gdyby to jednak ktoś uczynił, rozkazuję, by winny poniósł karę śmierci oskarżony jako profanator grobów”. Chodzi tu o cesarski dekret, nakazujący taką sankcję dla „hien cmentarnych”, tzn. tych, którzy profanowali groby, okradając je z kosztowności. Skoro wielu uczonych datowało tę tablicę na I wiek, a osobliwością jest to, że znaleziono ją nie gdzie indziej, tylko w Nazarecie, uznano powyższy dekret za reakcję władz rzymskich na spory o zagadkowym zniknięciu ciała Jezusa. Inaczej mówiąc, ten kawałek marmuru miałby być dowodem, że głoszenie Jego zmartwychwstania wywołało niejaki zamęt nie tylko w Jerozolimie, ale nawet w stolicy cesarstwa. Może Piłat przesłał cesarzowi raport z przebiegu całej afery z pustym grobem? Trzeba jednak wykazać rezerwę, gdy idzie o wnioski. W pierwszej chwili uznano, że tablica ze zbiorów Froehnera jest dziewiętnastowiecznym falsyfikatem. Później badanie łacińskiego pisma wykazało, że chodzi o przedmiot bardzo stary, chociaż trudno ustalić bez błędu zarówno obszar jego pochodzenia (tylko wzmianka o Nazarecie jest krótką adnotacją kolekcjonera), jak i dokładne datowanie. Eksponat mógłby pochodzić sprzed śmierci Jezusa albo z okresu późniejszego; według niektórych mógł się ukazać za rządów Nerona. Ale gdyby nawet rozporządzenie takie ogłoszono za Tyberiusza jako bezpośrednią reakcję na chrześcijański fenomen, nie stanowiłoby ono ani dowodu na zmartwychwstanie, ani też na jego wykluczenie. Byłby tylko przypieczętowaniem plotek o możliwym wykradzeniu zwłok Jezusa. Ostatecznie hipoteza kradzieży pozostaje w obiegu. Możliwość wielkiego matactwa Gdyby jednak to tłumaczenie było prawdą, chrześcijaństwo musiałoby być wynikiem wielkiego oszustwa, które potrafiło otumanić miliony, a nawet miliardy mężczyzn i kobiet w ciągu dwóch tysięcy lat. W tym przypadku należy się zastanowić, kto mógł zaplanować największy fałsz w historii; jak to uczynił, aby nie być wykrytym, a zwłaszcza jak mógł przekonać dziesiątki, jeśli nie setki ludzi, by zachowali tajemnicę. Święty Paweł bowiem opowiada o ukazaniu się Zmartwychwstałego pięciu tysiącom braci, z których wielu jeszcze żyło w czasie, kiedy on to pisał, i mogło zaprzeczyć ewentualnym mistyfikacjom. A nawet godząc się na możliwość wielkiego matactwa: naprawdę trudno zrozumieć, czemu sami jego reżyserzy woleli ponieść śmierć męczeńską niż wyprzeć się swojej wiary w Zmartwychwstałego. Z jaką odwagą może człowiek dojść do oddania życia na świadectwo kłamstwu, które sam wymyślił? Podsumowując: historia o kradzieży zwłok Pana, o ile jest wyjaśnieniem prawdopodobnym, to jednak nie wyjaśnia genezy chrześcijaństwa ani też nie wystarcza na usprawiedliwienie entuzjazmu i skuteczności ewangelizacyjnej pierwszych chrześcijan. Ewangeliczna powściągliwość Dalsza racjonalna interpretacja faktu zmartwychwstania mogłaby być interpretacją typu czysto duchowego. W tym ujęciu skierowane do kobiet anielskie: „Zmartwychwstał!” należałoby rozumieć nie tyle dosłownie, ile w szerszym, metaforycznym znaczeniu: człowiek‑Jezus, prorok potężny w czynach i słowach, powiedział i uczynił tak wielkie rzeczy, że nikt nigdy nie będzie mógł o Nim zapomnieć. Kto w Niego wierzy, zawsze będzie Go mieć obok siebie. Ten pogląd zakłada, że wszystkie ukazania się Zmartwychwstałego przytoczone przez Nowy Testament nie mają żadnych podstaw historycznych, a są tylko rezultatem teologicznego odbioru życia Jezusa, przedstawionego jako mit. Ale opisy objawień, jak to zaraz zobaczymy, nie wydają się wynikiem mistycznych wizji czy filozoficznych spekulacji. Co więcej, w sposób niedwuznaczny starają się podkreślić cielesność spotkania z Chrystusem. Do tego Ewangelie, również w odniesieniu do zmartwychwstania, zachowują styl powściągliwy, jakże odmienny od stylu opowiadań mitologii grecko‑rzymskiej, i to do tego stopnia, że niektórzy ukuli nawet nazwę „ewangeliczna obojętność”: czytając jednak te teksty nie wydaje się, abyśmy obserwowali obłęd grupy opętanych. Przeciwnie, opowiadaniom o objawieniach nie towarzyszą entuzjastyczne komentarze, bo są one podane w formie kroniki, nie zaś legendy. Zmartwychwstanie a tradycja żydowska – „Objawienie Gabriela” Można się zatem zastanowić, czy myśl o Mesjaszu, który miał powstać z martwych po trzech dniach, była wcześniej obecna w tradycji żydowskiej. Z pewnych źródeł rabinicznych z VIII wieku wiemy, iż rzeczywiście jest tam mowa o zwyczaju sprawdzania zgonu zmarłych poprzez kontrolę w grobie właśnie trzy dni po ich śmierci. Wspomina się bowiem o przypadku dwóch osób, które później ożyły, wracając do normalnego życia (por. traktat Semahot 8,1). Ale jak już wspomnieliśmy, zmartwychwstanie Jezusa wydaje się nie mieć nic wspólnego z wybudzeniem z letargu. O wiele ciekawsze porównanie z Ewangeliami pochodzi natomiast z odnalezionej w Syrii w roku 2007 steli, datowanej na I wiek przed Chrystusem. Na owej płycie wyrytych jest 87 linijek pisma hebrajskiego, którego tekst specjaliści nazwali „objawieniem Gabriela”. Inskrypcja mówi o anonimowym przywódcy, który może wyzwolić naród żydowski, oraz o proroctwie skierowanym przez tegoż archanioła do tej tajemniczej osoby: „po trzech dniach będziesz żył!”. Zdaniem profesora Israela Knohla z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, adresatem tego przekazu mógł być niejaki Szymon, przywódca niepodległościowy, który miał wielu zwolenników (mówi o nim również Józef Flawiusz) i który zginął z rąk Rzymian w roku 4 przed Chrystusem. „Objawienie Gabriela” jest ważną poszlaką, naprowadzającą na wniosek, że w środowisku żydowskim współczesnym Jezusowi mogło istnieć przekonanie o przywódcy mesjańskim, który ma zmartwychwstać po trzech dniach od śmierci. Dlatego proroctwa Jezusa zapowiadające Jego śmierć, a po niej powstanie z martwych niekoniecznie byłyby wymysłem pierwszych chrześcijan, ale mogły być naprawdę przez Niego sformułowane w oparciu o wierzenia tamtych czasów. Mimo to sposób, w jaki pierwsi wyznawcy chrześcijaństwa rozumieli, co to znaczy zmartwychwstać, jest najzupełniej oryginalne w stosunku do innych nurtów judaizmu. Wszystkie religijne grupy żydowskie – wyjąwszy saduceuszów – wierzyły w zmartwychwstanie ciał, ale w perspektywie apokaliptycznej, związanej z sądem ostatecznym. Natomiast uczniowie Jezusa twierdzili, że On żyje i jest obecny pośród nich, że zmartwychwstanie jest rzeczywistością konkretną, nie zaś zwyczajnym oczekiwaniem na nieokreślone jutro. Na dodatek zmartwychwstanie Pana nie było głoszone jako odwet wobec Jego przeciwników, bo w innym przypadku Ewangelie opowiadałyby o Jego objawianiu się arcykapłanom i rzymskim żołnierzom (co rzeczywiście czynią niektóre z apokryfów). Jezus natomiast wolał ukazywać się tylko tym, którzy Mu zawsze towarzyszyli. Fenomen zmartwychwstania po raz pierwszy zostaje objawiony kobietom, a to jest co najmniej kłopotliwym wyborem narracyjnym ewangelistów. W owych czasach kobiety były wszak wykluczone z życia publicznego i nawet nie miały prawa stawać w sądach. Krótko mówiąc, ich świadectwo nie byłoby miarodajne. Pierwszą z grupy kobiet, która mogła ujrzeć Zmartwychwstałego, jest Maria Magdalena, ewangeliczna jawnogrzesznica, z której zostało wyrzuconych siedem złych duchów, praktycznie ktoś opętany. Dlaczego więc właśnie ona? Gdyby ewangeliści chcieli wymyślić od początku całe to zdarzenie, czemuż właśnie kobietom mieliby powierzać pierwsze wieści o zmartwychwstaniu? Nieprzypadkowo Celsus w swojej napaści na chrześcijan określa ich grupą „Galilejczyków, którzy wierzą w zmartwychwstanie poświadczone tylko przez kilka histerycznych niewiast”. Aby lepiej zrozumieć, co dokładnie oznaczało zmartwychwstanie dla pierwotnego Kościoła, trzeba z uwagą przeanalizować teksty o objawieniach Zmartwychwstałego. Ale najpierw zajmijmy się hipotezami na temat, co mogło się wydarzyć w grobie pomiędzy piątkowym wieczorem a niedzielnym porankiem tamtego kwietnia w roku 30. Co wydarzyło się w grobie? Ewangelie kanoniczne nie wspominają ani słowem, jak dokonało się zmartwychwstanie Jezusa, wykazując szacunek dla Bożej tajemnicy, a ponieważ nie miało ono ani jednego świadka, zatem nie sposób go opisać (to zaś jest kolejną oznaką powagi ich autorów). Relację rozpoczyna nieodmienne natknięcie się na pusty grób. Natomiast apokryfy starały się zaspokoić ciekawość czytelników, opisując imponujące sceny, co odcisnęło się sporym wpływem w dziejach sztuki. Mówiliśmy już o pierwszych rozdziałach Ewangelii Piotra. W apokryfie tym zaskoczeni strażnicy grobu zobaczyli rozwarte niebiosa i dwóch aniołów zstępujących z góry, aby zabrać Chrystusa, a On sam tryumfalnie opuścił grób, otoczony ponadziemską chwałą. Natomiast w innych apokryficznych tekstach kładzie się nacisk na cielesną postać zmartwychwstałego Jezusa, który swych uczniów poddaje specyficznemu sprawdzianowi. I tak na przykład fragment Ewangelii Hebrajczyków, cytowanej przez św. Hieronima (tekst oryginalny zaginął) brzmi następująco: „Kiedy przyszedł do Piotra i do tych, którzy znajdowali się z Piotrem, powiedział do nich: «Oto dotknijcie i zobaczcie, że nie jestem bezcielesnym duchem». Oni natychmiast dotknęli i uwierzyli” (De viris illustribus 16). Również w tak zwanym Liście Apostołów, który powstał w latach 130–170, św. Piotra i całą resztę zgromadzonych ogarnia nieufność do Zmartwychwstałego, który proponuje im, żeby Go dotknąć: „«A żebyście wiedzieli, że to Ja jestem, Piotrze, włóż swą rękę do miejsca po przebiciu moich rąk, a ty, Tomaszu, w otwartą ranę mego boku. Ty zaś, Andrzeju, patrz, czy moja stopa depce ziemię i czy zostawia na niej ślad, gdyż napisane jest u proroka: zjawa zaś, zły duch, nie ma śladu na ziemi»”. My zaś dotykaliśmy Go, aby się przekonać, że naprawdę zmartwychwstał w ciele. Potem upadliśmy na twarz przed Nim, błagaliśmy Go i przepraszaliśmy za to, że nie uwierzyliśmy w Niego” [11(22)‑12(23)]. Ten fragment przypomina znane wątpliwości św. Tomasza, o których czytamy w Ewangelii Janowej (2,24‑29), ale przedstawia też ważną różnicę. W tekście apokryfu uczniowie dotykają Jezusa, aby się upewnić, że to On. Natomiast w Ewangelii św. Jana Jezus tylko proponuje Tomaszowi, by dotykiem stwierdził Jego cielesność. Tak więc w apokryfach widać potrzebę namacalnego przekonania się o tajemnicach, niewytłumaczalnych nawet przez pryzmat wiary. W sumie jest to taką samą tendencją, jaką wykazujemy i dziś, aby zrozumieć przebieg wydarzeń. Wyjaśnienie sekretów pustego grobu, może do nas przyjść z badania najbardziej zagadkowej relikwii całego chrześcijaństwa, jaką jest Całun Turyński. Jest to fragment książki: Roberto Giacobbo, "Czy naprawdę znamy Jezusa?", Wydawnictwo Jedność. Książka jest >>tutaj<< . opr. ac/ac Mimo zniszczeń sprzed tysiąca lat grób Jezusa ma wciąż oryginalne elementy konstrukcyjne. Przetrwały pożary, wojny i trzęsienia ziemi. Ich odkrycie to archeologiczna sensacja. Przez wieki Bazylika Grobu Świętego była celem dewastacji z rąk ludzkich i sił przyrody. W 1009 roku została zupełnie zburzona i odbudowana. Współcześni naukowcy od lat zastanawiają się, czy w związku z tą odbudową zachowano jej pierwotną lokalizację i czy naprawdę może stać na miejscu, które potwierdziła delegacja z Rzymu 17 wieków temu? Dzięki badaniom wspieranym przez National Geographic udało się to potwierdzić. Pozostałości groty wewnątrz bazyliki są bezsprzecznie tym samym miejscem. Świadczy o tym przebadana próbka zaprawy murarskiej pomiędzy naturalną skałą jaskini i marmurową płytą grobowca. Zaprawa pochodzi z 345 roku, to 19 lat po podawanej w źródłach dacie odnalezienia grobu. Do tej pory najwcześniejsze znaleziska w tym miejscu datowane były na czasy wypraw krzyżowych, czyli tysiąc lat temu. Co prawda archeolodzy nie mogą potwierdzić, że właśnie w tym miejscu złożono ciało Jezusa z Nazaretu, jednak można z całą pewnością stwierdzić, że pierwsze prace rozpoczęły się tu w czasach pierwszego chrześcijańskiego cesarza rzymskiego – Konstantyna. Po raz pierwszy od wieków grobowiec otwarto w październiku 2016 roku, przy okazji prac renowacyjnych przeprowadzanych przez interdyscyplinarny zespół z politechniki w Atenach. Pobrano wtedy kilka próbek zaprawy do dalszych badań. Kiedy w 325 do Jerozolimy przybyła delegacja przedstawicieli Konstantyna skierowano ich do rzymskiej świątyni wybudowanej w wapiennej jaskini 200 lat wcześniej. Budynek zburzono i rozpoczęto prace odkrywkowe. Dodatkowo wykonano otwór w sklepieniu dla ułatwienia prac. Jednym ze znaków rozpoznawczych grobu jest długa półka, na której miało być złożone ciało. Takie rozwiązanie jest charakterystyczne dla żydowskich grobów w Jerozolimie około I wieku. Marmurowe pokrycie półki wykonano najwcześniej w XVI wieku, wedle świadectw pielgrzymów. To, co zaskoczyło naukowców rok temu, to fakt, że pod marmurem znaleziono jego jeszcze jedną warstwę – płyty oznaczone krzyżem, położone bezpośrednio na wapiennej skale. Spekuluje się, że mogą one pochodzić z XI wieku, nie ma dowodów by którykolwiek ze szczątków pochodził z pierwszej rzymskiej świątyni. O badaniach naukowych i spekulacjach dotyczących postaci Jezusa z Nazaretu przeczytacie w najnowszym numerze National Geographic Polska! Tekst: Kristin Romey Zapraszamy na kanał tv NatGeo: „Tajemnica Grobu Jezusa” – Poniedziałek 25 grudnia, PREMIERA o godz. 21:30. W tym trwającym godzinę programie będziemy śledzić ekspertów, próbujących odkryć tajemnicę Grobu Chrystusa. Podczas prac związanych z rekonstrukcją edykuły okazało się, że zniszczenia są o wiele większe niż przypuszczano, a to z kolei zmusiło naukowców do otwarcia Grobu. Zamknięty przez setki lat – nie był dostępny dla nikogo. W produkcji „Tajemnica Grobu Jezusa” przyjrzymy się z bliska odkryciom naukowców, którzy przez 60 godzin mieli dostęp do Grobu Pańskiego. Testy naukowe wskażą, że jego pozostałości datowane są na czwarty wiek – co może zrewolucjonizować naszą wiedzę na temat Grobu Pańskiego. Jest to jeden z programów emitowanych w ramach cyklu: National Geographic poleca – emisje 24 grudnia od godz. 17:55, od 25 grudnia do 1 stycznia od godz. 19:00.

co znaleziono w grobie jezusa